Moja historia z Ewą rozpoczęła się 30.12.2014roku…

Wtedy to postanowiłem pojechać do Gdynii na Sylwestrowy Rejs Przebojów, podczas którego miała występować Ewa. Przez cały czas aż do pojawienia się przy ul.Świętojańskiej w Gdynii myslałem nieustannie o tym, by być jak najbliżej sceny. Bardzo chciałem Ewę zobaczyć na żywo, z jak najbliższej odległości. Udało się, stałem w bodajże 3-4 rzędzie i oczekiwałem na pojawienie się mojej idolki. Koncert się zaczął, występowali artyści, a ja wyczekiwałem 21:30, kiedy to miała się pojawić Ewa. Wreszcie, kiedy prowadzący Dowbor i Gąsowski zaczęli mówić o Czechach, poczułem że to ten moment, za ich plecami zobaczyłem zespół Ewy, który czekał na wejście. Serce zaczęło bić mocniej, nogi jak z waty, modliłem się żeby czasami nie zemdleć. W końcu obaj panowie skończyli zapowiedź, która była wspaniała i rozległ się dźwięk „Ewakuacji”. Ewa pięknie ubrana, rozpoczęła po Czesku kawałek, potem już po Polsku. Po „Ewakuacji” nadszedł czas na „Znak”. Śpiewałem razem z nią najgłośniej jak potrafiłem, byłem mega szczęśliwy że mogę tam być, że była tak blisko, wszystko doskonale widziałem.

Zeszła ze sceny, ale wiedziałem że powróci. I powróciła o północy. „I will always love You” w wykonaniu Ewy było pierwszym utworem, który usłyszałem w nowym roku. To był dla mnie magiczny moment, że to właśnie Ewa otworzyła mój muzyczny rok. Ponownie piękna kreacja, wykon przecudowny, idealny.

Ponownie zeszła, ale z utęsknieniem czekałem na ostatni jej występ, który nastąpił około godziny 2. „Ulubiona Rzecz” i premiera telewizyjna „Rutyny”. Świetny strój Ewy, ciarki przy „Rutynie” . Spełnienie marzenia. Tego wieczoru Ewa stała się kimś wyjątkowym w moim życiu.

Ewa z Łukaszem

Ewa i Łukasz :)

Rozmyślałem o tym koncercie przez wiele następnych dni i stwierdziłem że chcę więcej. I tak narodził się pomysł wyjazdu do Trzyńca na trasę akustyczną. Pojechałem. Koncert – czysta poezja, więcej nie mogłem oczekiwać. Cudowna aranżacja utworów, było i po Polsku i po Czesku. Byłem jeszcze bardziej szczęśliwy. Po koncercie było podpisywanie i zdjęcia. Kiedy przyszła moja kolej, byłem jak zagubione dziecko. Usiadłem obok Ewy i niewiedziałem co zrobić, jak się zachować. Docierało do mnie że mój idol siedzi obok mnie, że to się dzieje naprawdę. Chciałem ją objąć, ale z nerwów nie zrobiłem tego. Samo to że miałem z nią zdjęcie było dla mnie ogromnym przeżyciem, jeszcze po takim koncercie.

Wróciłem do domu, ale ciągle było mało, Padł kolejny cel – Lubawa, potem Wojtal. Oba koncerty cudowne, muzycznie ideał. Po obu koncertach autograf i fotka. Odważyłem się objąć Ewę, choć nerwy i tak były. Zawsze kiedy stoję koło niej, serce bije szybciej, człowiek się denerwuje. i za każdym razem jej piękny uśmiech. Po tych koncertach czekałem na Zlot – kolejne moje wielkie marzenie. Odliczałem dni i w końcu byłem tam. Było super. Zdjęcie z Ewą, ogromny szacunek dla niej za poświęcenie, tyle godzin rozdawała, stała się dla mnie ideałem artysty. Potem autograf i zwięczenie dnia – mega koncert, cudowny koncert. Śpiewałem każdą Polską piosenkę, czułem się jednością ze wszystkimi.

Drugiego dnia spotkanie, równie cudowne i wzruszające chwile, Dzięki Ewie poznałem naprawdę świetnych ludzi podczas zlotowego grillowania. Ludzi cudownych, wesołych, zabawnych. Długo będę rozpamiętywał te rozmowy, wygłupy z festiwalem kolorów.

Chcę więcej koncertów, więcej muzyki i więcej chwil spędzonych z Ewą i tymi wszystkimi ludźmi :)

 

 

-Łukasz Ratkowski

 

Przyślij nam swoją historię na farnotv@gmail.com – uwielbiamy Wasze opowiadania!

Poprzednie historie:

#1 by: Daniel Imiołek

#2 by: Izabella Bartkowska