Dokładnie rok temu o tej porze dojeżdżałam pod stadion miejski w Płocku, bo właśnie tam miało spełnić się moje największe marzenie.
Do koncertu jeszcze 4,5 godziny, a ja zniecierpliwiona pobiegłam pod scenę. Wokół mnie stało kilkanaście osób, które czuły dokładnie to samo co ja.
Serce biło mi jak szalone, usta usmiechaly się szeroko, a z oczu wypływały pierwsze łzy szczęścia. Nie mogłam uwierzyć, że za kilka godzin, za kilkaset minut, za kilka tysięcy sekund zobaczę osobę, o której spotkaniu śniłam od dawna..
Zbliżał się ten moment. Wskazówki zegara pokazały godzinę 21.00. Nogi mi się ugięły, bo zespół zaczynał grać intro do pierwszej piosenki. Było to „Z napisami”. Nagle z prawej strony sceny wyłoniła się Ewa. Nie wiedziałam co robić. Śmiać się, płakać, skakać? Nie obyło się bez łez, bez skoków ani bez śmiechu.
Nie potrafię opisać słowami tego, co wtedy czułam. Śpiewaliśmy piosenki jedna za drugą, bawiliśmy się, złożyliśmy wspólnie urodzinowe życzenia z okazji minionych 4 dni temu urodzin naszej mentorki. Aż wreszcie nadszedł czas pożegnania piosenką Bez łez.. „żegna się z państwem Ewa Farna z zespołem. Życzymy miłego wieczoru. Cześć!” Wtedy ogarnęło mnie uczucie szczęścia zmieszanego ze smutkiem, bo był już koniec. A jednak nie. Ewa wyszła na bis zaśpiewać dla nas raz jeszcze! Pożegnaliśmy się „Deszczem” i „Cicho”. Od tamtej pory słysząc piosenkę „Cicho” mam dziwne odczucie, uraz. Bo nią skończył się koncert. Nie wiedziałam kiedy znów zobaczę Ewę. Czy kiedykolwiek ją jeszcze spotkam.
Po koncercie przyszedł czas na dodatek. Autografy i zdjęcia.
Stałam prawie na samym końcu kolejki. Bałam się, że nie uda mi się zamienić słowa z Ewą, podarować prezentu czy zrobić pamiątkowego zdjęcia. Lecz moja idolka stała i podpisywała się co do jednego fana. Nie chciała odebrać nam szczęścia jakim jest sam fakt stania przy niej. Nie chciała popełnić niesprawiedliwie, więc dała autograf każdej chętnej osobie. Wreszcie przyszedł czas na mnie. Dałam do podpisu płyty, złożyłam życzenia, podarowalam prezent i ucieszyłam swoje oczy najpiękniejszym uśmiechem Ewy Farnej na jego widok. Później zrobiłam sobie zdjęcie, o którym niemal zapomniałam (ale to nie najważniejsze) i odeszlam… pojechałam do Grudziądza pełna radości, adrenaliny i smutku… Bo to już był koniec. Dotarłam do mety najlepszego dnia w moim życiu. Czekałam na ten dzień miesiącami, a minął niczym jedna, krótka chwila. „Tą chwilą żyj, za chwilę chwili nie ma”. No tak..
Spełniły mi sie sny, spełniły się marzenia, bo „wystarczy tylko chcieć” i nie zmieniać w kółko pragnień.
Przez ten czas widziałam się z Ewą jeszcze 3 razy. W Lubawie, Wojtalu oraz Złotoryi.
Nie jest to mega duża ilość, ale były to najpiękniejsze dni w moim życiu i mam nadzieję, że tych koncertów, spotkań będzie więcej, bo naprawdę warto jest na to czekać.
16.08.2014r.
Tego dnia nigdy nie zapomnę. Nie da się go zapomnieć.
Podsumowując : DZIĘKUJĘ.
Kocham.

– Izabella Bartkowska

PS. A jaka jest twoja historia z Ewą i całym Farnoholizmem? Opisz ją, napisz to co czujesz i prześlij nam na e-mail: farnotv@gmail.com Wspólnie stworzymy serię wpisów opowiadających o naszych najważniejszych momentach w życiu!

Jako pierwszy na naszej stronie swoją historię z Ewą ujął Daniel Imiołek, którą przeczytacie tutaj.


h2

h3h4

h1